11 stycznia 2011

Pochłaniacze pyłu, czyli żona i święty spokój



Sytuacja zawsze wygląda tak samo - w kuchni, pokoju lub na ganku zawsze potrzebna jest dodatkowa półka czy wieszak. Na nieszczęście dla nas, nasze wspaniałe żony przypominają sobie o tym zaraz po dużym remoncie lub po wyjściu ekipy remontowej. O ile jeszcze wywiercenie otworu na kołeczek nie jest przecież - dla nas, supermanów - kłopotem, o tyle bieganie z miotełką i szufelką już prawdziwym twardzielom nie przystoi. Tym bardziej, że czas wiercenie dziwnym trafem pokrywa się z ligowymi meczami, albo superkinem na TVNie. Dlatego też spośród masy mniej lub bardziej przydatnych gadżetów, jakie każdy majsterkowicz może znaleźć w markecie budowlanym, na kilka z nich warto zwrócić uwagę. Panowie - dla naszego dobra! Do grupy ZWRÓĆ-NA-MNIE-UWAGĘ-KONIECZNIE z całą pewnością można zaliczyć sprytne pochłaniacze, zbierające pył powstały przy wierceniu w ścianach. Mowa o dwóch konkretnych "modelach" - pochłaniacz kurzu niemieckiego Wolfcrafta oraz mini odkurzacz Karchera, model DDC 50.

W obu przypadkach idea jest podobna - chodzi bowiem o to, żeby urobek, transportowany przez wiertło trafił do specjalnego pojemnika, zamiast na nowy dywan lub świeżo nabłyszczony parkiet.






Wolfcraft: niemieccy inżynierowie porafią zaskakiwać. Jest to zaskoczenie tego rodzaju, jakiego doznajemy częstokroć w sklepach IKEA: z jednej strony rozumiemy, że w kawalerce o powierzchni 28 metrów kwadratowych trudno pomieścić wszystkie drobiazgi. Ale żeby od razu produkować wkłady do szuflady na pościel, w której można trzymać sztućce?! Niby prosta rzecz, ale niezmiernie cieszy. Wolfcraft - mówiąc najogólniej - produkuje masę "pomagaczy" oraz całkiem poważnych akcesoriów - wierteł, otwornic, tarcz, etc. Zainteresowanych odsyłam na stronę domową. Dystrybucją ich produktów w Polsce zajmuje jest firma Lange Łukaszuk. 
Opisywany pochłaniacz ma banalnie prostą budowę - jest to rodzaj kapsla z tworzywa sztucznego, z otworem na wiertło oraz rodzajem gumy, która uszczelnia wiertło. Cały brud zbiera się w wyprofilowanej, przedniej części pochłaniacza. Praca z "narzędziemi" polega na przełożeniu wiertła przez gumowany otwór, oraz przyciśnięcia "kapsla" do ściany.




Karcher: to chyba jednen z najbardziej rozpoznawalnych producentów narzędzi pomagających utrzymać czystość. W ofercie Karchera znajdziemy myjki ciśnieniowe, odkurzacze przemysłowe, mniejsze narzędzia do garażu lub domu, a także "kombajny" do prania tapicerek - wszystkie w dość charakterystycznym, żółtym kolorze. DDC 50 prawdziwy spryciarz - nie dość, że pochłania rozdrobniony mur jak szalony, to trzyma się ściany - ot, taki nasz domowy Spider-Man. Zasada działania jest już nieco bardziej skomplikowana: silniczek elektryczny i miniaturowa pompka wytwarzają podciśnienie, które pozwala unieruchomić urządzenie przy ścianie:




Pochłaniacz zasilają dwie baterie AA, popularne "paluszki". Co ciekawe, urządzenie potrafi także pracować w pozycji poziomej, zamocowane do sufitu. W odróżnieniu od Wolfcrafta, Karchera nie trzeba trzymać - jest to niewątpliwą zaletą w sytuacji, gdy wiertarka sporo waży, a my pracujemy w niewygodnej pozycji. Porównanie jakości pracy nie jest zbyt oczywiste: Karcher lepiej sprawdza się tam, gdzie trzeba trzymać wiertarkę oburącz. Mniej pyłu przepuszcza jednak "kapsel" Wolfcrafta - Karcherowi zdarza się uronić co nieco podczas pracy pod sufitem. 

Koszt obu gadżetów nie jest wygórowany: za Wolfcrafta przyjdzie nam zapłacić około 10 PLN, za Karchera około 70 PLN. 

Wady i zalety
  • Wolfcraft: 
+ prosta budowa
+ niewielka cena
- konieczność przytrzymywania pochłaniacza
- maksymalna średnica wiertła: 8mm
- trudność przy pracy w poziomie

  • Karcher:
+ możliwość zamocowania do ściany
+ spory pojemnik na pył
- duży hałas podczas pracy
 
PAN FLEKS OCENIA:




Łośśś kurde, takie-se oraz d...a blada, czyli Pan Fleks ocenia!

Bardzo zdolny Śwagier Pana Fleksa przygotował małą niespodziankę - graficzne wyobrażenie zadowolenia lub zniesmaczenia autora bloga. O tym, jak wymowne są to grafiki nie trzeba chyba nikogo przekonywać, zresztą oceńcie sami: 








Pan Fleks natomiast postanowił wykorzystać wspomniany prezent przy ocenie narzędzi i gadżetów, którymi miał okazję pracować. Łośśś kurdeeeee oznacza totalną aprobatę i mega zadowolenie. Co tu dużo gadać to znak wyraźnego zniesmaczenia. Brzmiące nieco z japońska TAKIE-SE to stan pomiędzy ekstazą, a kompletną klapą. W każdym z testów, jakie będą się tutaj ukazywały w nowym roku, znajdziecie jedną z grafik. Aby nie zniechęcać Czytelników do konkretnych rzeczu już na wstępie, oceny szukajcie na końcyu tekstu - dzięki temu trzeba będzie przewinąć posta, co pozytywnie przełoży się na czas spędzyny na witrynie w Google Analytics. A przecież nic nie cieszy Fleksa bardziej, niż statystyki ;-)

6 grudnia 2010

Opowieść o zębie, czyli o tym, że rozmiar jednak ma znaczenie



Większość z nasz lubi płacić niewiele. Bez względu na to, czego dotyczy transakcja, lubimy zaoszczędzić parę groszy, wyszperać wyjątkową okazję czy producenta, który odkrył sekret wytwarzania dobrych rzeczy w niskich cenach. Często rzeczywistość weryfikuje nasze pojęcie na temat "taniości" i coś, co jest niedrogie w zakupie, okazuje się kosztowne w eksploatacji - wiedzą o czym mówię wszyscy, którzy kupili w markecie tanią drukarkę, samochód za okazyjną cenę lub, no właśnie - narzędzie. 

Dzisiejszy post poświęcamy akcesoriom, które każdy majsterkowicz zna doskonale - tarczom do pilarek. 
Dobra i mocna piła to jedno z narzędzi, które każdy majsterkowicz powinien mieć w swoim warsztacie. Elektronarzędzie pozwala bez większego wysiłku przeciąć miękkie drewno, ale również twardą płytę. Niemniej ważne od samego narzędzia są akcesoria, dlatego też właśnie na przykładzie tarczy pilarskiej postaram się pokazać różnicę pomiędzy markowymi (i stosunkowo niedrogimi), a tanimi akcesoriami. 

Tarcza pilarska to w dysk wykonany ze stopów stali, wyposażony w zęby z węglików spiekanych. Rodzaj, ilość, a także kształt zębów wpływają na jakość, szybkość i dokładność cięcia. Ogólna zasada mówi, że im więcej zębów, tym rzaz jest dokładniejszy. Do cięcia zgrubnego wystarczy nam dysk z kilkunastoma zębami, ale już przy pracy z płytami laminowanymi przyda się taki, który zębów ma kilkadziesiąt. Im mniej zębów, tym skrawany wiór jest większy, a rzaz - mniej dokładny Należy jednak pamiętać, że im więcej zębów posiada piła, tym większe obciążenie silnika i krótsza droga do uszkodzenia narzędzia. 60-cio zębową tarczą nie powinniśmy ciąć litego drewna, a 12-to zębowa nie przyda się do pracy z płytą meblową.

Na zdjęciu poniżej porównanie dwóch dysków (tania tarcza firmy JOKA, kupiona w internecie za około 30 PLN oraz polska FABA, za około 120 PLN) - oba posiadają taką samą ilość zębów, taki sam otwór montażowy oraz średnicę. Pierwszą różnicę zauważymy na zbliżeniach:




Zapewne każdy zauważy, że dyski różnią się znacznie wielkością zęba - jest to podstawowa, widoczna gołym okiem różnica, aczkolwiek zapewne i stop, z którego wykonano dysk jest różny. Większość tarcz jest wyposażona w zęby z węglików spiekanych - jest to bardzo twardy i jednocześnie dość trwały materiał. Zęby mocuje się do dysku za pomocą lutowania indukcyjnego. Pojedyncze ostrza ulegają jednak naturalnemu zużyciu, w szczególności podczas pracy z materiałami drewnopochodnymi, płytą melaminową lub wiórową. To właśnie wówczas niebagatelnego znaczenia ma wielkość węglika. Koszt ostrzenia tarczy jest dużo niższy niż koszt zakupu nowego narzędzia, niestety, tańsze produkty mają ograniczoną żywotność, więc siłą rzeczy trudniej je zregenerować. Czasami będzie to wręcz niemożliwe. Czy podobne niuanse mają znaczenie w hobbystycznym wykorzystaniu narzędzi? Owszem. Tarczą lepszej jakości pracę wykonamy szybciej i dokładniej. Wzrost ceny idzie w parze ze wzrostem bezpieczeństwa - oczywiście przypadki odklejania się węglików zdarzają się rownież w przypadku droższych narzędzi, ale większe prawdopodobieńswo urazu istnieje w przypadku narzędzi, w którychkontrola jakości jest pojęciem czysto teoretycznym. Droższa tarczą będzie nam się w końcu przyjemniej pracowało, bo dysk nie będzie "gwizdał": 





Na zdjęciach powyżej widać, tzw. szczeliny dyletacyjne, czyli nacięcia dysku mające za zadanie zmniejszać hałas, odprowadzać ciepło i zmniejszać wibracje. Jak opisywane tarcze sprawdzają się w praktyce? Pierwsze cięcia nową tarczą nie wykazywały zbyt dużych różnic - materiał nie był postrzępiony, nie klinował się, a tarcza nie przypalała wnętrza rzazu. Na płycie melaminowanej nie było zbyt wielu odprysków, (w przypadku JOKI pojawiły się po kilkudziesięciu cięciach). Pogorszenie jakości można zaobserować w przypadku tańszej tarczy już po kilkudziesięciu użyciach. Objawia się to postrzępieniem rzazu (w przypadku miekkiego drewna iglastego), tym większym, im więcej cięć seryjnych wykonujemy. 

Do czego wykorzystać tarczę z zębami naprzemian skośnymi, a do czego z trapezowymi? Co to jest ujemny kąt natarcia i dlaczego tarczą uniwersalną nie przetniemy aluminiowych profili? O tym w jednym z kolejnych odcinków.

15 listopada 2010

Scheppach TS2010, czyli piła jak-się-patrzy


W życiu każdego majsterkowicza nadchodzi czas na refleksję: korzystać z prostych narzędzi i mieć satysfakcję, że robi się rzeczy niemożliwe, czy zainwestować we własną wygodę i wygospodarować nieco grosza na lepszy sprzęt? Otóż i Pana Fleksa dopadła owa refleksja - nawiedziła go w pięknych okolicznościach przyrody, więc tym łatwiej było wygospodarować w domowym budżecie środki na nieprzewidziany wydatek. W ten oto sposób Pan Fleks stał się właścicielem pierwszej w jego życiu pilarki stołowej, o wdzięcznej, acz mało znanej nazwie Scheppach.   

Niemiecki producent nie jest u nas zbyt dobrze znany. W sprzedaży znajdziemy wprawdzie kilka modeli szlifierek stołowych, wyrzynarek taśmowych oraz pilarek stołowych, ale rodzime media milczą na temat tych narzędzi, a uzytkownicy również nie zabierają w tej sprawie głosu. 
 Model TS2010 jest obecny na naszym rynku od kilku lat. Oferuje użytkownikowi całkiem sporo - duża moc silnika, aluminiowy blat i dość dokładne oprzyrządowanie. Największy smaczek w opisywanym modelu kryje się - jak to zwykle bywa - w wnętrzu: to motor. Przyjaciele zza Odry wyposażyli pilarkę w silnik indukcyjny o mocy niemal 2kW. Zalety takiego napędu można mnożyć w nieskończoność; do najważniejszych należy niski poziom hałasu i odporność na obciążenie. Nie bez znaczenia jest także fakt, że taki silnik nie posiada szczotek, więc jest praktycznie całkowicie bezobsługowy. 

Wyposażenie i możliwości



Pilarka w standardowym wyposażeniu posiada dwie prowadnice: kątową i równoległą. Praca wspomnianym narzędziem to przyjemność - wprawdzie standardowa tarcza z  24-ma zębami nie nadaje się do precyzyjnych cięć, ale jej jakość przy pracy z drewnem jest akceptowalna. Przy cięciu za pomocą dostarczonej tarczy warto pamiętać, aby wysokość cięcia ustawiona w maszynie była przynajmniej dwukrotnie większa od obrabianego materiału - pozwoli to na uzyskanie w miarę czystego i niepostrzępionego rzazu nawet w przypadku płyt laminowanych i sklejki. Tarcza jest regulowana w dwóch płaszczyznach, podziałka umieszczona pod blatem ułatwia precyzyjną regulację wysokości cięcia.



Parametry piły
Wymiary (dług./szer./wys.)
720/450/300 mm
Wymiary stołu
480x600 mm
Wysokość stołu
305/865 mm z podstawą
Tarcza piły (fi / ilość zębów)
200/24 mm/zęby
Ustawianie wysokości cięcia
0 - 62 mm
Zakres pochylania
45°
Prędkość
5000 obr/min
Prędkość cięcia
52 m/s
Długość ogranicznika wzdłużnego
453 mm
Zakres kąta
2 x 60°
Złącze ssące (fi)
50 i 100 mm
Masa ok.
36 kg
Szerokość lub wysokość cięcia:

- z ogranicznikiem wzdłużnym
230 mm
- z poszerzeniem stołu
480 mm
- z ogranicznikiem kątowym
250 mm
- z sankami prowadzącymi
600 mm
Wysokość cięcia przy 90°
60 mm
Wysokość cięcia przy 45°
48 mm
Napięcie zasilające silnika
220-240 V/50 Hz
Moc wejściowa
1,8 (2,5) kW (KM)
Moc wyjściowa
1,2 (1,6) kW (KM)
Prędkość
2800 obr/min
Zabezpieczenie silnika
jest
Urządzenie przełącznik/wtyczka przy uruchamianiu beznapięciowym
jest


Wady i zalety pilarki

Większość rzeczy na tym świecie posiada wady. Wyjątkiem jest teściowa Pana Fleksa, ale w tej konkurencji nie będziemy jej uwzględniali - piła nie potrafi bowiem otwierać butelki z piwem. Na szczęście Scheppach TS 2010 posiada także całe mnóstwo zalet:
 
+ bezobsługowy silnik indukcyjny,
+ spora masa urządzenia,
+ sztywny, aluminiowy blat, 
+ łatwy dostęp do tarczy +dostarczane w zestawie narzędzia do jej wymiany,
+ wolny rozruch,
+ dodatkowe akcesoria dostępne w opcji, 
+ CENA

Zalety ujemne ;-):
- konieczność regulacji prowadnic równoległej i kątowej,
- niezbyt precyzyjna tarcza pilarska dostarczana w standardowym wyposażeniu,
- "kasowanie luzów" na prowadnicy kątowej za pomocą plastikowych podkładek.

Czy w podobnym przedziale cenowym znajdziemy wśród konkurencyjnych produktów narzędzie o podobnych parametrach? Za około 500 PLN możemy stać się właścicielami pilarki Dedry lub Topexu. Pierwsza maszyna dysponuje mocą 1,5 kW, ale wyposażono ją w klasyczny silnik komutatorowy. Druga pozycja to już maszyna indukcyjna, ale o mocy zaledwie 800 W, z blaszanym blatem. Za około 1600 PLN możemy kupić Makitę, model MLT100. Kolejne modele narzędzi z podobnym napędem i parametrami to ponad 2000 PLN. 

Zainteresowanych opisywaną maszyną zachęcam do odwiedzenia strony dystrybutora Scheppacha na Polskę, firmy Lange Łukaszuk.

Wyposażenie standardowe obejmuje: pilarkę, narzędzia do wymiany tarczy, tarczę pilarską 200x30mm 24T, osłonę tarczy mocowaną do klina rozszczepiającego wraz z przewodem do odciągu wiórów, adapter do odciągu. Importer udziala dwuletniej gwarancji zarówno przy zakupie na paragon jak i fakturę VAT.

10 października 2010

Wagner W550, czyli Król Dopalaczy


Z domowym warsztatem majsterkowicza jest trochę tak jak z ukochaną klasą w podstawówce: są tam tacy, bez których nie można żyć, ale także tacy, za którymi - wręcz przeciwnie - jakoś specjalnie nie przepadamy. Nasi bohaterowie zazwyczaj potrafią coś wyjątkowego (jak, np. wstrzymywanie oddechu na 83 sekundy i wsypywanie do kawy pani od fizyki sproszkowanej kredy), pomimo, że bez tych dziwactw też byłoby fajnie.

4 października 2010

Śwagier się żeni, czyli Pan Fleks i terakota



Wspomniany na tym blogu wielokrotnie Śwagier, podjął w ostatnim czasie dwie poważne decyzje. Pierwsza - wyjątkowo odważna i nieco lekkomyślna, to ożenek. Pomimo, że Pani Śwagrowa jest niewiastą przeuroczą (bo jakby nie było to siostra Pani Fleksowej), to jednak sam ślub ma w sobie coś, co sprawia, że każdy facet po jakimś czasie czuje, że mógł jeszcze poczekać. Ponieważ jnie ma jednak sensu płakać nad rozlanym mlekiem, a czasu nie da się cofnąć, pochylmy się przez moment nad tą małą tragedią Pana Śwagra i przejdźmy to rzeczy milszych.

22 września 2010

Małe jest piękne - Metabo SXE 400



Pan Fleks - jak już wielokrotnie wspominał - ma słabość do uniwersalnych i pomysłowych narzędzi. Dysponując niewielkim warsztatem istotne jest to, aby narzędzie spełniało szereg zadań i było przy tym możliwie małe i kompaktowe. Dzięki uniwersalności kilka maszyn można zastąpić jedną, a dzięki rozmiarom - łatwo je przechowywać nawet w niewielkim składziku. Szlifierkę Metabo, SXE 400, Pan Fleks odkrył zupełnie przypadkiem. Po letniej inwentaryzacji w przydomowym warsztacie, wybrał się do zaprzyjaźnionego dilera, po nową szlifierkę. Maszyna była potrzebna do wykańczania niewielkich elementów, zazwyczaj już po zmontowaniu lub po ich docięciu. Najwłaściwsza wydawała się szlifierka taśmowa, a to dlatego, że wygodnie wygładzać za jej pomocą (po uprzednim zamocowaniu na warsztatowym stole), np. różnej maści kantówki. Niestety, taśmówki okazały się hałaśliwe, ciężkie i - co tu dużo gadać - dosyć drogie. Zakup narzędzia za ponad tysiąc złotych, które resztę żywota spędziłoby przymocowane do stołu, wydało się lekkomyślne. 
Może zatem maszynę osylacyjną? Spora płyta szlifierska i możliwość dotarcia do załamań - super! Problem w tym, że taką szlifierką trudno operować trzymając materiał w ręku... 

Po cóż jednak ma się zaprzyjaźnionych Dilerów? - "Panie Fleksie, a może to?" - zaproponował Pan Jerzy, a Pan Fleks... no cóż. Zacznijmy od pierwszego wrażenia - ot, dziwadło, niby "delta", ale z okrągłą stopą i do tego mimośrodowa:




Pora na badanie organoleptyczne: bardzo wygodny uchwyt: od spodu wykończony antypoślizgową okładziną, z wygodnie umieszczonym na górze narzędzia, szerokim włącznikiem. Stopa szlifierska okrągła, więc teoretycznie niemożliwe będzie szlifowanie zakamarków. Ma za to rewelacyjny dodatek - rodzaj gąbki z rzepem, który po zamocowaniu do stopy powoduje, że łatwo pracuje się z nieregularnymi powierzchniami: 








Po doświadczeniach, z wprawdzie nie do końca typową, ale jednak deltą, okazało się, że konieczność szlifowania w kątach powstaje... niezmiernie rzadko. Praktyka Pana Fleksa wskazuje na to, że najczęściej przychodzi pracować ze sporymi, ale regularnymi i prostymi płaszczyznami.

No dobrze, cóż jeszcze ma do zaoferowania narzędzie, którego cena katalogowa to około 500 PLN? SXE 400 podobno najchętniej wybierają blacharze i lakiernicy - z przyczyn oczywistych: jest mała i poręczna i znając życie - pochłania jak szalona tony szpachli. W czym jednak szlifierka może pomóc w przydomowym warsztacie majsterkowicza-hobbysty? Okazuje się, że w całej masie drobnych prac: szlifowanie małych elementów (jeden z poprzednich postów: donica na zioła i drewniane nóżki), renowacja starych mebli czy w końcu przygotowywanie materiału, np. do malowania/lakierowania (w szczególności wąskich i długich elementów). Czy SXE 400 zastąpi taśmówkę, czy "normalną" szlifierkę oscylacyjną/mimośrodową? Z pewnością nie, aczkolwiek jest doskonałym rozwiązaniem dla tych, którzy poszukują niewielkiego narzędzia, ale o sporych możliwościach. Optymalnym rozwiązaniem jest posiadanie zarówno dużej szlifierki oscylacyjnej lub mimośrodowej jak i SXE 400, ale nawet jednym narzędziem będziemy w stanie sporo zrobić. Jeśli chodzi o parametry, to prezentują się następująco:
    • Średnica talerza podporowego:  80 mm
    • Liczba obrotów na biegu jałowym:  5.000 - 10.000 /min
    • Moc znamionowa:  220 W
    • Moc oddawana:     100 W
    • Liczba obrotów przy obciążeniu: 6.000 /min
    • Amplituda oscylacji:  3 mm
    • Ciężar (bez kabla): 1,2 kg
Niewątpliwą zaletą narzędzia jest stosunkowo duża amplituda oscylacji oraz regulacja prędkości obrotowej i niewielka waga SXE 400:





W pracy z delikatnymi materiałami użytkownicy docenią hamulec talerza, który zatrzymuje go niezwłocznie po wyłączeniu maszyny. W warunkach amatorskich brakować może systemu odsysania pyłów: dzięki otworom w płycie oscylacyjnej urobek jest oczywiście odsysany, ale szlifierka jest przeznaczona do pracy z odkurzaczem, producent nie przewidział zatem - znanego z innych modeli - systemu Intec z papierowym filtrem. 



Podsumowując: SXE 400 to rewelacyjne, bardzo dobrze pomyślane i wytrzymałe narzędzie. Nadaje się zarówno do specjalistycznych prac, jak i domowego majsterkowania. Niewielka waga, regulacja obrotów i spore możliwości sprawią, że będzie to bardzo uniwersalne narzędzie. Decydując się na jego zakup miejmy świadomość braku filta na pył oraz fakt, że szlifierka pracuje z krążkami samoprzylepnymi o średnicy 80 mm - trudno o zamienniki gotowych i dziurkowanych arkuszy, ale oryginalny papier jest dostępny w sieci dilerskiej za niecałą złotówkę /arkusz. Przy intensywnej pracy można w prosty sposób dostosować do średnicy stopy większe krążki samoprzylepne, które znajdziemy w każdym markecie budowlanym.

Zainteresowanych większą porcją dancych technicznych odsyłam do strony producenta: www.metabo.pl. 
Narzędzie jest sprzedawane w kartonowym opakowaniu, w komplecie, na dobry początek, znajdziemy kilka arkuszy papieru. Standardowa gwarancja na narzędzie wynosi 3 lata (wymaga rejestracji przez sieć).

Koniec lata, czyli domowy zielnik




Bez dwóch zdań - idzie jesień. Pani Fleksowa postanowiła przeprowadzić do domu większość ziół, które przez całe lato hodowała na balkonie. A ponieważ Pan Fleks dla Pani Fleksowej jest w stanie zrobić bardzo wiele, przygotował kilka skrzynek, w których zioła będą miały szansę przezimować chłodne miesiące.

Donica, a raczej osłonka na rośliny, które są już posadzone chociażby w plastikowych pojemniczkach, miała być w założeniach bardzo prosta i estetyczna. Do jej budowy Pan Fleks wykorzystał tanie i dostępne w każdym markecie budowlanym materiały: półkę z płyty laminowanej (kolor Venge, 1200x300x16mm), świerkową kantówkę (45x45x1000mm) oraz kawałek sklejki o grubości 6 mm

Budowę najlepiej zacząć od wyfrezowania w płycie (w półce) rowka na dno donicy. Wygodniej zrobić to przed pocięciem płyty na części, bo półka w jednym kawałku będzie łatwiejsza w obróbce: 



-->
Rowek pod dno donicy najłatwiej wykonać frezarką - tutaj polecam narzędzie, którego opis znajdziecie w jednym z poprzednich postów - nadaje się do tej pracy wyśmienicie, bo można obsługiwać je jedną ręką, podczas gdy drugą unieruchamiamy półkę. Jeśli nie mamy dostępu do frezarki, dno można oprzeć o listewki przyklejone, bądź przykręcone po wewnętrznej stronie pudełka. Wykorzystana w projekcie półka jest oklejona ze wszystkich stron, a dodatkowo, jedna z jej części zaokrąglona - z punktu widzenia estetyki jest to rozwiązanie dużo lepsze niż płyta docinana i oklejana za pomocą dostępnych w marketach pasków. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby materiał na donicę dociąć i okleić w markecie. 

Wspomnianą półkę z płyty laminowanej tniemy na cztery części. Jeśli dysponujemy ukośnicą, zacinamy płytę pod kątem 45st, dzięki czemu boki bardzo ładnie i estetycznie nam się zlicują. Ze świerkowej kantówki docinamy 4 kawałki o długości 6 centymetrów, które posłużą nam za nogi donicy. Przygotowując dno ze sklejki pamiętajmy, aby dociąć kawałek szerszy i dłuższy o głębokość wyfrezowanego w półce rowka - po to, aby dno "wpuścić" w boki donicy. 



-->
Mając już wszystkie materiały zastanówmy się nad rodzajem połączenia. Najłatwiej wykorzystać wkręty lub konfirmanty. Niestety, jest to rozwiązanie najmniej estetyczne, a dodatkowo - w donicy, która może mieć kontakt z wilgocią - mało praktyczne. Ostatecznie, Pan Fleks Postanowił połączyć boki donicy lamelkami (jeden z przyszłych postów zostanie poświęcony temu rodzajowi połączenia, ponieważ jest ono bardzo wygodne, estetyczne i mało kłopotliwe w wykonaniu). W wielkim skrócie - lamele to prasowane z drewna bukowego łączniki, które umieszcza się w wykonanych uprzednio, wyfrezowanych w materiale, rowkach. Jedyną rzeczą, której potrzebujemy do wykonania tego rodzaju połączenia jest lamelownica, (bądź: frezarka nutowa lub fugownica - nazw jest kilka, ale zazwyczaj chodzi o to samo. Urządzenie przypomina szlifierkę kątową, ale zamiast tarczy posiada specjalny stolik i frez.

Nadszedł czas na złożenie naszych klocków: 


-->
Przy składaniu donicy uważajmy, aby nie uszkodzić okleiny płyty wsuwając dno ze sklejki w wyfrezowany rowek. Dno ze sklejki proponuję pokryć lakierem, ponieważ zapewne będzie miało kontakt z wodą. Jeśli rośliny chcemy posadzić bezpośrednio w donicy, jej wnętrze wyłóżmy grubszą folią, którą do boków i dna przymocujemy takerem. Do połączenia wszystkich części użyjemy kleju poliuretanowego, który dobrze znosi wilgoć - ma natomiast kilka wad: podczas wiązania pieni się i zwiększa swoją objętość, wypływając poza łączone elementy - pamiętajmy o tym i zawczasu zabezpieczmy materiał, np. taśmą malarską, bo klej bardzo trudno później usunąć. W jednym z kolejnych postów opiszemy ułatwienia związane z montażem podobnych skrzynek. 

Krótkiego opisu wymaga jeszcze wykończenie skrzynki. Docięliśmy poprzednio 4 odcinki świerkowej kantówki, które wykorzystamy jako nóżki. Przed zamocowaniem oszlifujmy dokładnie elementy i pokryjmy je lakierem bezbarwnym. Wystrój kuchni Pana Fleksa sprawił, że w tym konkretnym przypadku Pan Fleks postanowił pozostawić drewno w naturalnym kolorze - nic nie stoi na przeszkodzie, aby pomalować je na inny kolor. 



-->
Donica jest gotowa do użytku - będzie to wspaniałe miejsce na zielnik, który możemy do woli wykorzystywać przez całą zimę ;-)

4 września 2010

Makita 3710 - jednoręki bandyta



Kiedy pod koniec XIX, bezrobotny imigrant z Niemiec, Charlie Fey, zaczął pracę nad pierwszym automatem do gry, nikt nie myślał, że Kalifornia i cały świat pokocha wkrótce hazard i jednorękiego bandytę. Podobnie było z Panem Fleksem - kiedy zobaczył po raz pierwszy nowy model frezarki Makity, nie myślał o tym, że będzie to jedno z jego ulubionych narzędzi. 

Frezarka Makity, którą sam producent określa mianem "przycinacza" (ang. trimmer) to kompaktowe narzędzie, które wprawdzie nie zastąpi klasycznej frezarki, ale posiada kilka niewątpliwych zalet, które powinni wziąć pod uwagę majsterkowicze, planując zakup podobnego narzędzia. Co wyróżnia frezarkę Makity? Po pierwsze: waga i rozmiar. Narzędzie jest przystosowane do pracy jedną ręką, waży nieco ponad 1,5 kilograma, więc operowanie nim nie sprawia kłopotu. Frezarka jest wyposażona w regulację głębokości - nie jest ona tak precyzyjna jak w większych maszynach, ale do prostych zadań w zupełności wystarcza. 


Parametry maszyny są obiecujące: silnik o mocy 530 W rozpędza wrzeciono do 30 000 obrotów/min. Producent nie wyposażył trymera w układ miękkiego startu, ani regulację obrotów, co sprawia, że przy włączaniu występuje dość silne szarpnięcie - warto o tym pamiętać i włączać maszynę z dala od obrabianego materiału. Jak się pracuje Makitą? Całkiem przyjemnie. W standardowym wyposażeniu znajdziemy: prowadnicę równoległą, prowadnice kątową, frez palcowy, przystawkę do usuwania nadmiaru okleiny, tulejkę kopiującą, oraz dwa klucze do zacisku.


Wiele wariantów regulacji podstawy sprawia, że dysponując wyłącznie prostym frezem, możemy, np. fazować krawędzie materiału pod kątem 45 stopni. Biorąc pod uwagę fakt, że w zestawie występuje wyłącznie tulejka zaciskowa w rozmiarze 6 mm, jest to sprawa dość istotna. Większość dostępnych na rynku zestawów frezów posiada trzpień o średnicy 8 mm, co powoduje, że frezy są dla posiadacza Makity bezużyteczne. Na obcojęzycznych stronach Makity można znaleźć informację, że producent przewidział także tulejkę w rozmiarze calowym, ale w Polsce nie jest ona dostępna nawet jako akcesorium.

Czy frezarka posiada wady? Owszem, nawet kilka: po pierwsze ograniczony dostęp do akcesoriów wskutek zastosowania jednego rozmiaru tulejki dystansowej. Po drugie - akrylowa podstawa jest podatna na zarysowania. Regulacja głębokości frezowania mogłaby być dokładniejsza, ale wystarcza do zastosowań, do których została stworzona. Oprócz tego cała masa zalet - niewielka waga, bogate wyposażenie seryjne, za które inni producenci każą dopłacać, spora moc i dobra ergonomia. Nie bez znaczenia jest także cena: za około 400 PLN dostaniemy wszystko to, co u konkurencji wymaga sporej dopłaty (prowadnica kątowa, tuleja kopiująca). Ci, którzy zamierzają wykorzystwać narzędzie w pracy zawodowej powinni pamiętać, że Makita faworyzuje użytkowników indywidualnych: zakup na fakturę oznacza jedynie 12-miesięczną gwarancję. 

Pan Fleks, do tej pory miłośnik narzędzi "z prawdziwego zdarzenia", przesiadł się na mniejszą Makitę z prawdziwą rozkoszą. Dane frezarki można znaleźć na stronie producenta. Zdjęcia pochodzą ze strony: www.makita.biz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...