29 sierpnia 2010

Deser typu: "Bita śmietana"

Weekendowe zakupy są niekiedy szalenie inspirujące. W jednej z marketowych alejek Pan Fleks odkrył cały regał z deserami w proszku i nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie jeden z nich: deser typu bita śmietana. Z wyglądu prawdziwy smakołyk, dopiero kiedy człowiek się wczyta, odkrywa, że to podła imitacja. 
Dlatego też niedzielny post, Pan Fleks postanowił napisać "ku przestordze", której ma służyć także materiał video. Umówmy się, że film jest o drzwiach typu "antywłamaniowe". Posta dedykuje wszystkim, którzy lubią oszczędzać na tym, na co nie powinniśmy żałować pieniędzy.

Smacznego! ;-) 

7 sierpnia 2010

Co łączy kobiety i szlifierki oscylacyjne? (cz.3)

Szlifierka z dysku twardego

W sobotni wieczór - ostatnia część "Rozważań nad szlifierkami". 

W poprzednich postach była mowa o jakości wykonania modeli, których cena różni się o maksymalnie 100 PLN (zakładając, że na papierze narzędzia mają bardzo podobne parametry użytkowe). Na zakończenie kilka uwag praktycznych, oraz wskazówki na temat tego, czym się kierować przy wyborze narzędzia. 

Często przy wyborze narzędzia istotnym kryterium jest gwarancja i dostęp do sieci serwisowej. O ile w trakcie trwania okresu gwarancyjnego jest to mało istotne, o tyle  po upływie roku lub dwóch po zakupie nabiera niebagatelnego znaczenia. Producenci i dystrybutorzy proponują zazwyczaj dwojakie rozwiązanie tej kwestii: tanie narzędzia, w przypadku awarii, bardzo często podlegają wymianie na zupełnie nowy egzemplarz. O plusach i minusach takiego rozwiązania nie warto dyskutować - "wypożyczalnie" mają jednak spore grono fanów ;-)  Drugim, bardziej klasycznym rozwiązaniem jest wsparcie serwisowe producenta.

Co może "zepsuć" tanie narzędzie? Zazwyczaj zbyt intensywna praca. Mało który użytkownik pamięta o tym, aby w trakcie pracy robić krótkie przerwy. Wirniki narzędzi posiadają wprawdzie chłodzenie, ale plastikowe obudowy w połączeniu ze zbyt cienkim uzwojeniem wirnika wpływają na wzrost temperatury wewnątrz narzędzia, a w konsekwencji do jego spalenia. Im droższe narzędzie, tym większe prawdopodobieństwo, że przynajmniej cześć elementów wewnątrz będzie wykonana z odlewów. W opisywanych narzędziach wirniki różnił sposób łożyskowania:




Wróćmy do gwarancji - spora grupa producentów tanich narzędzi coraz chętniej inwestuje w sieć serwisową. Dla użytkowników to bardzo pozytywny sygnał. Niezwykle istotny jest jednak dostęp do części zamiennych. O ile nieskomplikowane narzędzie może naprawić nawet niewykwalifikowany serwisant, o tyle brak części powoduje, że może to być nieopłacalne lub wręcz niemożliwe.W jaki sposób dokupić do tańszej szlifierki wentylator lub łożysko ślizgowe? Konia z rzędem temu, komu uda się taka sztuka ;-) 

Producenci droższych (aczkolwiek w kategoriach ceny i przeznaczenia - nadal amatorskich) narzędzi często udostępniają na swoich stronach internetowych lub w instrukcjach obsługi wykaz części zamiennych wraz z ich numerem. Wzorcowym przykładem jest Metabo, które do każdego narzędzia dołącza szczegółowy rysunek techniczny (na fotografii dokumentacja szlifierki Metabo FMS 200 Intec). W przypadku tanich narzędzi nie ma o tym oczywiście mowy. 




Na zakończenie krótki poradnik dla poszukujących idealnego narzędzia. 
  • Budżet: to zazwyczaj pierwsza rzecz, jaką planujemy przed zakupem. Dobrze jest określić maksymalną kwotę, ale warto także dobrze przemyśleć (przed zakupem!) przyszłe zastosowanie narzędzia. Najlepiej kierować się zasadą, że lepiej kupić zapas możliwości, niż ich niedobór :-
  • Marka: profesjonalne narzędzia są droższe, ale także wytrzymalsze. Do sporadycznej pracy nie zawsze warto sięgać na najwyższą półkę, grzechem jest jednak nie korzystać z promocji i innych okazji (w ubiegłym roku producent profesjonalnych elektronarzędzi - AEG, w związku ze zmianą kolorów obudów, wyprzedawał starą linię z ponad 50% rabatem od cen katalogowych).
  • Parametry:
  1. moc wyrażona w Watach - w przypadku szlifierek oscylacyjnych, które służą do prac wykończeniowych w zupełności wystarcza przedział 200-350W, 
  2. prędkość oscylacji, wyrażona w min-1: jest to parametr który określa z jaką częstotliwością porusza się stopa szlifierska: im parametr wyższy, tym powierzchnia dokładniej oszlifowana. Zakres prędkości oscylacyjnej w większości narzędzi zawiera się pomiędzy 12000 a 30000 min-1.
  3. średnica oscylacji: czyli obszar, w jakim płyta szlifierska się porusza. Zazwyczaj jest to 2-3mm. 
  4. wielkość płyty szlifierskiej, podawana w mm. Od tego jak duża będzie stopa zależy jak dużą powierzchnię będziemy mogli poddawać obróbce. 
  5. sposób mocowania papieru: stopa na rzep lub ze specjalnymi zatrzaskami - ta druga wygodniejsza, bo przy dużym zapyleniu rzep staje się bezużyteczny. 
  6. elektronika: Vario, System Electronic, etc. - czyli specjalne układy, która zapewniają jednostajne obroty wrzeciona bez względu na obciążenie maszyny: przydatny dodatek.
Czego unikać przy wyborze narzędzia? Producenci prześcigają się w proponowaniu rozwiązań, które mają ułatwiać pracę, a częstokroć ją utrudniają. Skil stosuje w swoich narzędziach wskaźnik nacisku, który kolorem informuje użytkownika, że zbyt mocno dociska narzędzie do materiału. Czy jest to faktycznie potrzebne? Zapewne podobnie, jak wskaźnik laserowy w wyrzynarkach, które powstały po to, by wykonywać cięcia krzywolinijne. Rada Pana Fleksa jest taka, aby zamiast dopłacać za migające dodatki, przeznaczyć pieniądze na maszynę lepszego producenta. 

 

2 sierpnia 2010

Co można zRYOBIć z takimi narzędziami?



Pan Fleks uważnie śledzi rynkowe nowości. Z radością organizuje weekendowe wycieczki do marketów budowlanych, aby dotykać, oglądać i się zachwycać. Podczas jednej z wycieczek Pan Fleks natrafił na elektronarzędzia marki Ryobi.

Marka Ryobi jest obecna na naszym rynku od kilku lat, ale mniej więcej od roku  trwa kampania promocyjna, na którą składają się pokazy i testy narzędzi w marketach i artykuły w mniej lub bardziej specjalistycznej prasie (tytułem wyjaśnienia - nie, PanFleks.pl nie jest uczestniczy w tej kampanii ;-)). Ze względu na przeznaczenie (lub mówiąc po marketingowemu: target), sieć sprzedaży opiera się o markety DIY (np. Leroy Merlin).

Z zewnątrz nową linię elektronarzędzi wyróżnia kolor - intensywna, limonkowa zieleń. Producent tłumaczy ten zabieg... troską o narzędzia: im jaśniejsze obudowy, tym większa troska użytkownika o utrzymanie jej w czystości.Ten, kto korzysta z Ryobi zapewne sam bardzo szybko zweryfikuje tę interpretację, ale trzeba przyznać, że kolor spełnia swoją "promocyjną" funkcję dość skutecznie. Wracając do nowej linii narzędzi: Polski dystrybutor Ryobi, firma Agroma, przygotowała katalog z nowościami na rok 2010/2011. Wygląda ciekawie, już na wstępie razi jednak informacja o niedostępności bardzo wielu modeli narzędzi w Polsce - można zatem przypuszczać, że producent traktuje tę część kampanii promocyjnej trochę jako formę badania rynku i zainteresowania konkretnymi rozwiązaniami. Samych rozwiązań jest natomiast sporo - chociażby sztandarowy system One+, który zakłada pełną wymienność źródeł zasilania pomiędzy różnymi grupami narzędzi. W praktyce można kupić jeden komplet, czyli akumulator i ładowarkę oraz body konkretnych narzędzi (producent deklaruje pełną kompatybilność źródeł zasilania z 23 elektronarzędziami i 6 narzędziami ogrodowymi). Majsterkowicze mogą wybierać, m.in,  pomiędzy wkrętarkami, zakrętarkami, udarowymi pilarkami, wyrzynarkami, piłami szablastymi i źródłami światła. Oprócz drobnych elektronarzędzi Ryobi oferuje także odkurzacze, młotki elektropneumatyczne, pilarki stolikowe i narzędzia pomiarowe - właściwie wszystkie z nich nadal w granatowych obudowach.

Parametry narzędzi wyglądają zachęcająco, a cena w stosunku do oferowanych możliwości - jest dość atrakcyjna. Przykładem niech będzie wkrętak akumulatorowy 4V, zasilany akumulatorem litowo-jonowym, o regulowanym w 12 krokach momencie obrotowym (maksymalny to 5Nm) za nieco ponad 200 PLN (w zestawie z akcesoriami - bity, wiertła i końcówki). Wkrętak będzie głównym bohaterem jednego z przyszłych testów - informacja już wkrótce.




Dla wszystkich, którzy uwielbiają zagłębiać się w biografiach konkretnych producentów, krótka metryczka:
Ryobi jest częścią międzynarodowego koncernu TTI. W portfolio, oprócz Ryobi, znajdziemy takie marki jak AEG i Milwuakee oraz Hoovera. Baza serwisowa marek z portfela TTI nie jest wprawdzie tak rozbudowana jak w przypadku Boscha, Makity czy Metabo, ale wystarczająca do realizowania roszczeń gwarancyjnych.

W niedalekiej przyszłości Pan Fleks zaprasza do lektury testu wspomnianego wkrętaka - tymczasem uda się do gabinetu, aby zaplanować najbliższą, niedzielną wycieczkę do marketu.

22 lipca 2010

Pan Fleks zaprasza na balkon, cz.2

Od czasu publikacji poprzedniego posta przez balkon Pana Fleksa przewinęły się nieprzebrane ilości fanów balkonowych stolików. Do czasu kolejnej inwazji wypadałoby zatem dokończyć opis projektu. 

Wróćmy do elementów składowych stołu - poprzednio dość dokładnie opisana została podstawa, czyli nogi. Tym razem zajmiemy się blatem. W opisywanym stole blat został zbudowany z takich samych listew, co nogi - dzięki temu można zaoszczędzić na materiałach, kupując kilka jednakowych, dłuższych listew, zamiast bardzo różnych - krótszych, ale o różnych wymiarach. 

Kiedy dotniemy już nogi, a także wykonamy wszystkie niezbędne otwory, zajmijmy się blatem. Poprzeczne listwy oprzemy o dwie listwy o wymiarze 45x20mm. Na ich końcach wywierćmy otwór o średnicy 6mm - poprzez niego połączymy nogi oraz blat. 

W listwach "blatowych" wywiercimy otwory do mocowania poprzecznych listew. Odmierzamy miejsce, w którym połączymy elementy i odznaczamy je na całej długości listwy. Wiercenie zaczynamy od zagłębienia na łeb śruby - doskonale nadaje się do tego rozwiertak. Wszystkie otwory wykonujemy wiertłem o 1 mm większym, niż średnica wkrętu - dzięki temu wkręt bez problemów dociągnie dwa elementy. Na zdjęciach poniżej poprzeczki z nawierconymi pod wkręty zagłębieniami oraz otworami przelotowymi: 

Dodaj napis


Przygotowanie listew na blat będzie polegało na ich docięciu na odpowiedni wymiar, a także na fazowaniu ich krawędzi. Do fazowania możemy użyć frezarki górnowrzecionowej z odpowiednim frezem lub papieru ściernego nawiniętego na klocek z drewna. Ciekawy efekt osiągniemy pokrywając drewno lazurą, a dopiero później fazując krawędzie - efekt widoczny na zdjęciu poniżej:



Wykonanie blatu przeprowadzimy w następujących krokach: listwy, w których wywierciliśmy otwory  układamy na twardym podłożu. Ponieważ listwy blatu będą do niej prostopadłe, rozsuwamy je na szerokość o kilka centymetrów mniejszą, niż szerokość listew. Aby każda z listew była w równej odległości, wykorzystamy fragment płyty pilśniowej o gubości 3mm:



Każdą z listew dociskamy do płyty pilśniowej, a następnie przykręcamy ją do prostopadłych poprzeczek.Ważne jest, aby dopasować wcześniej długość wkrętu do grubości poprzeczki oraz listwy blatowej:



Kiedy zmontowaliśmy już dwie pary nóg, a także blat, możemy przejść do osatecznego szlifowania elementów. Zacznijmy od papieru ściernego o gradacji 80, a później wykończmy całość papierem 120 lub 150:


Przed pokryciem całości lazurą, pamiętajmy, aby dokładnie odkurzyć całą powierzchnię. Ponieważ lazura nie ma szczególnie dobrych właściwości kryjących, warto pomalować każdy element dwu- lub trzykrotnie.



Nadszedł czas na ostateczny montaż stołu (nogi stołu będziemy musieli jeszcze przyciąć pod kątem 30 stopni.) Gotowy blat stołu układamy "na plecach" i dopasowujemy do niego nogi. Ponieważ nogi nie będą z jednej strony przylegać do poprzeczek blatu, będziemy potrzebowali dwóch kawałków listwy, dociętych na wysokość poprzeczki, pod kątem 30 stopni. Następnie całość skręcamy wkrętami uniwersalnymi - w projekcie zastosowano rozmiar 5 mm. Warto wcześniej przewiercić całość, aby wkręt nie spowodował pękania drewna:



Aby stół być stabilny, musimy wzmocnić go dodatkowymi poprzeczkami - dla każdej pary nóg przygotujmy po dwie poprzeczki - jedną parę tuż pod blatem, drugą - na końcach nóg:




Ostatnim etapem prac będzie polakierowanie stołu - pamiętajmy, aby używaż lakieru do zastosowań na zewnątrz  - preparat chroni wówczas drewno przed promieniami UV oraz warunkami atmosferycznymi. 

Gotowy stolik wygląda, mniej więcej, tak:



12 lipca 2010

Pan Fleks zaprasza na balkon




Pan Fleks, po konsultacji z ośmiornicą Paulem, zdecydował, że pierwszym projektem, jaki opublikuje na blogu będzie projekt kawowego stolika, który można wykorzystać, np. na balkonie lub tarasie.  Jak wiadomo, Polacy umiłowali do szału zaledwie kilka rzeczy: reprezentację Polski i Adama Małysza (tylko wtedy, kiedy wygrywają), grillowanie oraz przesiadywanie w oknie (najlepiej na parterze), tudzież na balkonie. Ci, co mają taras, nie mają zazwyczaj czasu na przesiadywanie na nim, ponieważ pracują po kilkanaście godzin dziennie - statystyki pokazują, że kredyty zaciągane za zakup domu jednorodzinnego są o połowę wyższe niż te na mieszkanie w bloku. 

Wszystkie projekty, jakie będą publikowane w tym miejscu mają jedną, wspólną cechę - ich realizacja jest możliwa w domowych warunkach, przy użyciu podstawowych narzędzi. Jest oczywiście jasne, że korzystając z bardziej dokładnych i bardziej zaawansowanych narzędzi zaoszczędzimy sporo czasu, ale tę samą pracę możemy wykonać w prostszy sposób. Jednym z nich jest możliwość skorzystania z dodatkowych usług (np. cięcie drewna) jakie oferują sieci marketów DIY (Castorama, Leroy Merlin, Obi, Praktiker, itd.). Dla tych, którzy nie chcą zanadto rozbudowywać swojego parku maszynowego, jest to ciekawa alternatywa. Przy okazji kolejnych projektów Pan Fleks obiecuje kilka słów o elektronarzędziach, jakie wykorzystuje w konkretnych projektach. Będzie to doskonała baza wiedzy dla wszystkich, którym nieobce są dylematy pojawiające się przed zakupem konkretnego narzędzia.

Przejdźmy do projektu. Stolik jest wykonany z drewna sosnowego. Całość jest dwukrotnie pokryta lazurą ochronną, która chroni drewno przed warunkami atmosferycznymi. Lazura, po wyschnięciu, została dodatkowo zabezpieczona lakierem ochronnym - ważna uwaga - do zastosowań na zewnątrz budynków. Wszystkie elementy pochodzą z marketów budowlanych. Koszt nie powinien przekroczyć kilkudziesięciu złotych.

1. Docinanie i łączenie elementów. 

A) Zacznijmy od nóg stołu. Do ich wykonania będą nam potrzebne 2 sosnowe kantówki (w projekcie 55x20x2100mm), dwie śruby zamkowe, sześć podkładek oraz dwie nakrętki (mogą być kołpakowe). Ponieważ połączenie nie będzie przenosiło zbyt dużych obciążeń, wystarczą nam śruby o rozmiarze 6. Ich długość uzależniamy od grubości listew, z których wykonamy nogi (w prezentowanym stole śruby to 6x60).

Korzystając ze skrzynki uciosowej lub ukośnicy docinamy 4 równe elementy - każdy powinien mieć 1000 mm. Na metrowych listwach odmierzamy 500 mm i zaznaczamy odległość - wyznaczymy tym samym miejsce połączenia nóg.




Jeśli korzystamy z ukośnicy, dobrze jest docinać wszystkie elementy razem (np. nogi, elementy blatu) - będziemy mieli pewność, że wymiar będzie identyczny:



 B) Nogi stołu będą tworzyły literę X. Musimy wywiercić w nich otwór, przez który przełożymy śrubę, aby je połączyć. Stół, w wersji prezentowanej w projekcie nie będzie wprawdzie składany, ale aby drewno pod wpływem lakieru, lazury i warunków atmosferycznych nie połączyło się na wieki wieków, każdą z nóg przedzielimy podkładką. W tym celu wiercenie zaczynamy od otworu na podkładkę - najlepsze będzie do tego wiertło puszkowe, takie samo, jakie stosuje się do wykonywania otworów pod zawiasy puszkowe (np. drzwi w szaflach kuchennych, etc.). Otwór nie powinien być zbyt głęboki, optymalnie, jeśli będzie miał tę samą głębokość, co grubość podkładki. Aby zachować dokładność prac, warto skorzystać z wiertarki ustawionej w stojaku lub (o ile ktoś dysponuje) z wiertarki kolumnowej.




Kolejny etap to wykonanie otworu przelotowego. Nogi połączymy śrubą zamkową - jest to bardzo sprytny i estetyczny łącznik, aby jednak zadziałał, powinien zostać unieruchomiony - śruba nie ma tradycyjnego łba na klucz sześciokątny ani krzyżakowy, musimy więc pamiętać, aby otwór wywiercić średnicą niewiele mniejszą, niż kwadratowa części tuż pod łbem śruby. Przy śrubach 6-tkach otwór wykonujemy wiertłem 6mm. Ponieważ przez otwór przejdzie jedynie gwint śruby, łącznik dobijamy młotkiem. Opisywane etapy na fotografiach poniżej (brakuje samej czynności dobijania młotkiem - była zbyt drastyczna):




Podkładki będą w sumie trzy - dwie pomiędzy nogami stołu (tak, tak, wiem, że śmiesznie...) oraz trzecia, pod nakrętkę śruby. Kiedy wywiercimy już wszystko, co do nas należy, kiedy wbijemy już śrubę, a pomiędzy nogi (stołu, nie swoje) włożymy podkładki, możemy założyć nakrętkę i połączyć obie nogi (przy dokręcaniu potrzebny będzie nam klucz płaski lub oczkowy rozmiar 10): 



Wszystkie czynności powtarzamy także dla drugiego kompletu nóg.

W następnej części zajmiemy się blatem stołu i jego wykończeniem. W ostatnim poście zostanie opisany montaż stołu. Tymczasem Pan Fleks postanowił uczcić zwycięstwo w MŚ 2010 Hiszpanii, czego i Czytelnikom serdecznie i z całego serca życzy. 

4 lipca 2010

Co łączy kobiety i szlifierki oscylacyjne? (cz.2)

Ze szlifierką jest trochę jak z żoną - nie wystarczy, że jest ładna i niedroga - musi mieć jeszcze w sobie "to coś". Jeśli ma niezbyt bogate wnętrze, to nawet niewielka praca pali ją od wewnątrz i staje się bezużyteczna - taką oto refleksję miał Pan Fleks, na chwilę przed tym, jak postanowił opowiedzieć o praktycznych funkcjach elektronarzędzi.

Szlifierki oscylacyjne i mimośrodowe to jedne z najbardziej praktycznych i popularnych narzędzi, które przydadzą się każdemu majsterkowiczowi. Różnica pomiędzy nimi jest taka, że oscylacyjne wykonuje ruchy posuwisto - zwrotne, zbierając tym samym materiał. Zasad działania szlifierek mimośrodowych jest podobna, z tą różnicą, że stopa szlifierska oscyluje i dodatkowo obraca się. Wydajność takiego narzędzia jest większa, co sprawia, że narzędzie jest bardziej uniwersalne.

Najwięcej różnic można dostrzec wewnątrz narzędzi. Oprócz szczegółów "anatomicznych" w szlifierkach ważne są także: sposób i jakość montażu i samych części oraz zabezpieczenie narzędzia przed przeciążeniem oraz pyłem.

Fot.1 - szczotki i zabezpieczenia przed pyłem w szlifierce B: 


Fot. 2 - szczotki oraz włącznik sieciowy w szlifierce B:


Na fotografiach widać kilka istotnych szczegółów: pierwszy z nich to szczotki węglowe. W pierwszej szlifierce ich obudowa to tworzywo i metal. Jakość szczotkotrzymaczy jest ważna dlatego, że płynie przez nie duży prąd - im gorsze materiały, tym większa podatność na przegrzanie i uszkodzenie.

Fot. 3 - Wirniki i łożyskowanie.


Konstrukcja wirników pokazuje dwa odmienne podejście do budowy niedrogich elektronarzędzi. Wirnik z osadzonymi na jego osi dodatkowymi elementami pochodzi z tańszej szlifierki. Nie jest łożyskowany, ale porusza się w specjalnych tulejkach ślizgowych osadzonych w obudowie urządzenia:

Fot. 4 - Łożyskowanie wirnika - szlifierka B


Na zdjęciu powyżej widać deformację tworzywa sztucznego w gnieździe "łożyska": temperatura wytworzona przez pracę wirnika niszczy obudowę, ponieważ energia narzędzia nie jest pochłaniana przez łożysko, ale wydziela się w postaci ciepła. Narzędzie wpada w dodatkowe wibracje, pojawiają się luzy na wrzecionie, przy długotrwałym użytkowaniu narzędzia może dojść do stopienia obudowy. 

Różnice widoczne są także w możliwości demontowania narzędzia - w przypadku szlifierki A stopa oscylacyjna, wentylator są w pełni demontowalne:

Fot 5 - Wirnik, stopa szlifierska i wentylator szlifierki A: 


Wirnik szlifierki B stanowi nierozbieralny element - zdjąć można jedynie górną tulejkę, która zastępuje łożysko i górne mocowanie wirnika (Fot. 6):


Fot. 7 - Łożyskowanie wirnika w szlifierce A:


Dobre łożyskowanie to kolejny element świadczący o jakości narzędzia. W czasach, kiedy narzędzia produkowali inżynierowie, nie zaś księgowi, standardem było pełne łożyskowanie wirników - górna i dolna części posiadały własne elementy toczne, co wpływało na żywotność elektronarzędzia, a także zdolność do intensywnej pracy. Specjalne tuleje, które mają pełnić funkcję podobną do łożysk nie absorbują ciepła, powodują także tworzenie luzów. Ich niewątpliwą zaletą jest fakt, że nigdy nie zaczynają szumieć ;-) Niektórzy producenci stosują sprawdzone rozwiązania także dzisiaj, co podraża nieco maszynę, ale ma także niebagatelny wpływ na sprawność i żywotność narzędzia.

Ciąg dalszy w kolejnym "odcinku" ;-)

22 czerwca 2010

Co łączy kobiety i szlifierki oscylacyjne? (cz.1)

Pan Fleks postanowił zabrać się za robotę. A, że robota zawsze paliła się Panu Fleksowi w rękach, Pan Fleks nie narzekał. Do czasu, aż razem z robotą zapaliło się Panu Fleksowi narzędzie. Zacznijmy jednak od początku...

Swojej latorośli, pięknej i mądrej Fleksównie, Pan Fleks postanowił sprawić komplet miniaturowych mebelków. Ot, takich, żeby przy miniaturowym stole i miniaturowym krzesełku narysować tatuniowi laurkę na Dzień Fleksa, a jak osiemnastka stuknie to może nawet z tatusiem jakieś piwko wypić. Pech chciał, że w markecie budowlanym mieli tylko niezbyt starannie oheblowane łaty, co stwarzało realne zagrożenie dla dłoni i ogólnego samopoczucia Fleksówny. Trzeba było zatem wszystkie te łaty oszlifować. Pan Fleks sięgnął po swoją ulubioną, niskobudżetową szlifierkę, w kolorze morski błękit i...na tym koniec. Szlifierka sapnęła, zaskrzeczała i dokonała żywota, a przygoda z nieoheblowaną łatą zdążyła się zakończyć, na długo przed tym, jak się rozpoczęła. Sytuacja zapewne nieobca niejednemu majsterkowiczowi, który planując zakup bierze pod uwagę raczej kryterium ceny, niż jakości. Przygoda ze szlifierką stała się pretekstem do przeprowadzenia porównania: jak wielkie różnice występują pomiędzy narzędziami, których wartość jest nie większa niż 100-200 złotych? Czy faktycznie warto oszczędzać i do sporadycznego majsterkowania kupować sprzęt wart kilkaset złotych?

Pan Fleks - znany na swoim poznańskim osiedlu z drobiazgowości i miłości do porównań - postanowił rozebrać pozostałość po narzędziu oraz całkiem sprawne, drugie narzędzie. Wszystko dokładnie sfotografował i przygotował z tego materiału kilkuczęściową relację.


Szlifierka A - znany producent, dostępna w sieci marketów budowlanych, cena 199 PLN: 


Szlifierka B - producent znany pracownikom sieci marketów, cena: 89 PLN


Na pierwszy rzut trochę plastiku i metalu, a ta niebieska to nawet podobna do teściowej Pana Fleksa. To drobne na pierwszy rzut oka, podobieństwo, skłoniła Pana Fleksa do pogłębionej analizy w następnym odcinku.

16 czerwca 2010

Pan Fleks mówi: "Dzień dobry!"

Pan Fleks to blog o majsterkowaniu. To także źródło ciekawych porad oraz nietuzinkowych projektów, których stworzenie wymaga wprawdzie mniej lub bardziej skomplikowanych narzędzi, ale przede wszystkim zapału i odrobiny wolnego czasu. Intencją autora jest pokazać, jak z całkiem zwyczajnych i ogólnodostępnych materiałów wykonywać proste zabawki i meble do domu lub ogrodu, mając jednocześnie pełną świadomość ich jakości i przydatności.

W miarę możliwości na stronie www.PanFleks.pl będą się pojawiały testy elektronarzędzi: będą to opisy subiektywne, bo konkretnego użytkownika. Zamysłem autora bloga jest jednak przeprowadzać testy, które zweryfikują marketingową informację o danym produkcie, do czego autor bloga (marketingowiec i pasjonat elektronarzędzi) czuje się w pełni uprawniony. Testy będą prowadzone przy okazji konkretnych projektów, po to, aby pokazać wady i zalety danego urządzenia w konkretnym zastosowaniu. 

Pan Fleks, jako wielki miłośnik wiedzy i praktyki, postara się korzystać z danych udostępnianych przez producentów narzędzi i osprzętu, ale tylko i wyłącznie po to, aby w sposób ogólny przedstawić daną rzecz - resztę zweryfikuje praktyka ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...